Wybrane partie Rafała Marszałka

 

Wybrane partie Rafała Marszałka

Po kliknięciu na dowolne posunięcie otworzy się okienko z szachownicą (można je dowolnie przesuwać oraz zmieniać jego rozmiar).

1. R.Marszałek – K.Pinkas, 1972

Rafał Marszałek (2019): W III tomie „Encyklopedii debiutów” (Belgrad 1976), mm Nikołaj Minew, autor rozdziału D07, przytoczył tę partię poczynając od 9.Kxd1! i kończąc na 17.Sa4!⩲


2. I.Nowak – R.Marszałek, 1972


3. R.Marszałek – Z.Szymczak, 1973


4. K.Bjerring – R.Marszałek, 1974

Rafał Marszałek (2019): Ta partia – dla niecodziennej, czysto pozycyjnej ofiary hetmana i bogactwa obustronnych możliwości – zwróciła na siebie uwagę. Co do samej konstelacji debiutowej (nb. skrywającej kilka subtelności), to Wolfgang Uhlmann jako autor rozdziału C19 w drugim wydaniu „Encyklopedii debiutów” z 1981 r. odniósł się do niej w odrębnym przypisie, kończąc na 19.Gf1 Sf5∞ . Ocenę tę powtórzył Wiktor Korcznoj w trzeciej edycji „Encyklopedii” z 1997 roku.

Mój komentarz do partii zamieszczony w 12. numerze „Szachów” z 1974 r. doczekał się, zapoczątkowanej na tychże łamach (nr 6/1975), polemiki popularnego w naszym środowisku „Szefa” Alfreda Tarnowskiego, byłego mistrza Polski i wybornego analityka. Po mojej odpowiedzi, do dyskusji włączył się mm Jacek Bednarski, który bardziej sobie ceniąc intuicję i wyobraźnię, niż „mędrca szkiełko i oko”, z zapałem i inwencją bronił idei czarnych.

Partia skomentowana przez mm Pytla w 18 tomie „Informatora” ukazała się także w 1974 r. w jednym z włoskich tygodników ilustrowanych (którego niestety nie zachowałem), w dziale szachowym prowadzonym, o ile pamiętam, przez mm Giorgio Porrecę.

Znacznie później, w 1990 r., Jakow Damski w książce „Posljednij szans” zamieścił pozycję uwidocznioną na diagramie, opatrując – pochopnie – posunięcie czarnych 26. H:c4 aż dwoma wykrzyknikami wraz z uwagą: „Odnalazłszy motyw kontrataku, czarne ofiarowują hetmana. Rekompensatą jest panowanie na długiej białej diagonali i mnogość gróźb, z matowymi włącznie”.

Na koniec, równo po czterdziestu latach, już w erze komputerowej, do tematu wrócił mm Andrzej Adamski w swojej interesującej książce „Szachowe dylematy. Przez analizę do mistrzostwa” (Warszawa 2014, Wyd. Penelopa ). Wprawdzie, z przekornym poczuciem humoru, zajął się ofiarą na c4 nie z punktu widzenia czarnych, ale białych (sic!); prawda też, że suponował, iż ”po wygraniu efektownej partii zwycięzcy często wydaje się, że grał pomysłowo i logicznie, a jego koncepcja była niemożliwa do podważenia.” (podkreślenie moje – RM). Ja tymczasem, grając – owszem! logicznie – wobec dynamicznego charakteru pozycji z nierównym materiałem, do żadnej ultra-poprawności nie mogłem przecież aspirować. Co więcej, jako szachowy szaraczek, podczas partii widziałem zaledwie kontury najbardziej skomplikowanych wariantów. Nawet dzisiaj, mimo że mądrzejszy o dziesiątki własnych i cudzych analiz, mam kłopot z ich całościową, wiążącą oceną.

Jednak to właśnie autorowi „Szachowych dylematów” zawdzięczam(y) dokładną, wielostronicową i wieloaspektową analizę partii. Była to żmudna praca. Okazało się, że tym razem niepodobna było rzeczy rozstrzygnąć mechanicznym kliknięciem komputerowej myszy. Wielość możliwości zasadniczo utrudniała zadanie. Dokonana przez Andrzeja Adamskiego swoista „kontrola autorytatywna” (przez analogię z kontrolą haseł w Wikipedii) kończy się więc podsumowaniem bez spodziewanej pointy: „Czy reakcja czarnych – mężne pobicie skoczka hetmanem – jest właściwa i zasługuje na wykrzyknik – to sprawa otwarta”. Bogactwo szachów !

Ze swej strony chciałbym z naciskiem powtórzyć to, co pisałem przed laty, a co z aprobatą zacytował autor „Szachowych dylematów”. Doceniając trud analityczny mego polemisty i uznając wartość przynajmniej niektórych jego ustaleń podkreślałem, że chodzi jednak o ocenę pozycji po ofierze hetmana i tu różnimy się z mistrzem Tarnowskim zasadniczo. Tam, gdzie ja widzę dynamiczną strukturę pozycji, tam autor listu uwzględnia przede wszystkim statyczną, punktową wartość figur. Ciekawe, że podobnie rozumował podczas partii mistrz Bjerring – on też uznał ofiarę hetmana za „akt rozpaczy”, raptowna przegrana białych była dlań tym bardziej „niewinna”. Wiadomo jednak, że w pozycjach z nierównym materiałem trzeba szczególnie brać pod uwagę takie momenty jak aktywność i koordynacja figur, położenie króla etc. W konkretnym przypadku szczególnie pouczająca wydaje się kariera „źle urodzonego” białopolowego gońca czarnych.


5. B.Śliwa – R.Marszałek, 1977

Rafał Marszałek (2019): W I tomie „Encyklopedii debiutów” z 1979 r. Lew Poługajewski zamieścił debiut tej partii, akceptując moją propozycję 8…Gf5! (zamiast 8…He7) i kończąc wariant oceną 12.Hc2⩲


6. R.Marszałek – G.Makropoulos, 1981


7. L.Spasow – R.Marszałek, 1981

Rafał Marszałek (2019): Po partii am Spasow przekonywał mnie, że fatalne posunięcie 29. Wb2 było wyłączną przyczyną jego przegranej.
Nie mogłem w to uwierzyć. Prawda, że w czasie gry z rosnącą niechęcią spoglądałem w stronę swego martwego „holenderskiego” gońca d7. Jednak wydawało się, że dwie otwarte linie muszą wystarczyć do sukcesu.

Tymczasem analiza tego nie potwierdza! Jedyny efektywny plan ataku czarnych: 27… h4 (zamiast 27… Wh8) 28. He2 Hh6 29. Sb3 Wh8 natrafiał na spokojną odpowiedź 30. He1. Mistrz Piotr Kaim, analizując tę pozycję wraz ze swoim dystyngowanym przyjacielem z dynastii Fritzów – Deep Fritzem 13, z rosnącym zdziwieniem obserwował chaotyczne próby komputera daremnie usiłującego uzasadnić wydaną ocenę punktową –3. Wygląda na to, że wielka optyczna przewaga czarnych rzeczywiście nie wystarcza do zwycięstwa, bo do fortecy białych nie sposób się wedrzeć. Skoczek f1 jako bezpośredni obrońca słabych punktów dobrze współpracuje z pośrednimi defensorami – hetmanem i wieżą na drugiej linii.

Słowem: pouczający materiał dla trenera szachowego, łącznie z zaskakującą obserwacją, że komputer poci się zupełnie jak człowiek…}


8. W.Antonow – R.Marszałek, 1984


9. R.Marszałek – L.Eperjesi, 1986


10. R.Knaak – R.Marszałek, 1987

Rafał Marszałek (2019): Szkoda tej partii, bodaj najbardziej intensywnej z rozegranych przeze mnie. W podobnych przypadkach poszkodowani szachiści zwykli mówić: „Wypuściłem forsowną wygraną”, „Miałem arcymistrza na widelcu”. Rozmówcy takiego delikwenta przytakują mu wtedy ze szczerym lub udawanym współczuciem – jutro sami będą identycznie biadolić. Jednak bez złudzeń. W przyrodzie nie ma czegoś takiego jak niewinna porażka.

W danym przypadku wielka różnica rankingowa między grającymi pozostała zupełnie niewidoczna. Natomiast sędzią wydającym surowy wyrok okazał się – któryż to raz w mojej praktyce! – zegar szachowy. Można to tłumaczyć tym, że cena każdego ruchu była tutaj bardzo wysoka. Szczególnie dużo czasu zabrał mi namysł nad ewentualnościami białych 19. f5, 19. Wb1, 19. Hc2 oraz 34. b3. To, co nie przedstawiałoby nadmiernej trudności dla rutynowanego praktyka, okazało się zbyt trudne dla mniej wprawnego gracza (począwszy od 1982 r. rozgrywałem średnio zaledwie kilkanaście partii rocznie). Tak czy inaczej, pozostawienie sobie liczonych sekund na ostatnie cztery ruchy było samobójstwem. Przyparty do muru am. Knaak poszukał szansy w grze na czas, o czym świadczy jego lakoniczny, wyzbyty konkretów (!) komentarz do partii w enerdowskim miesięczniku „Schach”, ozdobiony przypomnieniem, że „przeciwnik jak zawsze był w niedoczasie”. Otóż to: jak zawsze… Chronicznej choroby, której nabawiłem się jeszcze w młodości, nie zdołałem nigdy przezwyciężyć. Katastrofy, podobne do wyżej opisanej, były więc nieuniknione. Przegrywający jest sam sobie winien!

Ta strona korzysta z plików cookies (ciasteczka). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close