Turniej strefowy mężczyzn Sofia 1957

Turniej strefowy mężczyzn (eliminacja Mistrzostw Świata)
Sofia (BUL), 2 – 25 maja 1957
1 2 3 4 5 6 7 8 9 0 1 2 3 4
1 am Miroslav Filip CSR ½ ½ ½ 1 1 ½ ½ 0 1 1 1 1 1
2 mm Bogdan Śliwa ½ 0 1 ½ ½ ½ 1 1 1 0 1 1 ½
3 Oleg Nejkirch BUL ½ 1 ½ 0 ½ ½ 1 1 ½ ½ ½ 1 1
4 am Aleksandar Matanović YUG ½ 0 ½ ½ ½ ½ ½ 1 1 1 1 ½ 1
5 Gerhard Pfeiffer AUT 0 ½ 1 ½ 0 1 1 ½ ½ 1 ½ ½ 1 8
6 Gheorghe Mititelu ROM 0 ½ ½ ½ 1 ½ 1 0 1 0 1 ½ 1
7 mm Nikola Karaklajić YUG ½ ½ ½ ½ 0 ½ ½ 0 ½ 1 ½ 1 1 7
8 mm György Szilágyi HUN ½ 0 0 ½ 0 0 ½ ½ 1 1 1 1 1 7
9 am Gedeon Barcza HUN 1 0 0 0 ½ 1 1 ½ 0 ½ ½ ½ 0
10 mm František Zíta CSR 0 0 ½ 0 ½ 0 ½ 0 1 0 ½ 1 1 5
11 mm Alfred Beni AUT 0 1 ½ 0 0 1 0 0 ½ 1 0 0 ½
12 Reinhart Fuchs DDR 0 0 ½ 0 ½ 0 ½ 0 ½ ½ 1 ½ ½
13 Sad Zaglul Basjuni EGY 0 0 0 ½ ½ ½ 0 0 ½ 0 1 ½ 0
14 Aarne Niemelä FIN 0 ½ 0 0 0 0 0 0 1 0 ½ ½ 1

Sędzia główny:


Wybrane fragmenty relacji Zbigniewa Millera („Szachy” 7/1957)

W dniach od 2 do 25 maja br. 14 mistrzów, w tym 3 arcymistrzów i 6 mistrzów międzynarodowych walczyło w Sofii o zakwalifikowanie się do turnieju międzystrefowego. Nie przybył przedstawiciel Islandii, spóźnił się o 3 rundy i nie brał udziału w turnieju mistrz Albanii Duraku. Cała impreza była doskonale przez gospodarzy przygotowana. Aulę uniwersytetu wypełniał codziennie komplet widzów, trzymanych krótko przez kierownictwo turnieju. Dyscyplina i porządek to pierwsze wrażenie jakie odnosi się po przyjeździe do Bułgarii.

Od razu w pierwszych rundach zaznaczyły się: pewna gra arcymistrza Filipa, który przez cały czas turnieju ani razu nie oddał prowadzenia, dobra forma naszego mistrza Śliwy typowanego od początku jako jednego z kandydatów do pierwszej trójki, nadspodziewanie dobra i szczęśliwa gra młodego Mititelu, duże szanse przecenionego jednak Pfeiffera oraz wyjątkowo słaba gra arcymistrza Barczy i mistrza Karaklajicia.

W połowie turnieju jasne już było, że pierwszy będzie Filip, pewny wydawał się Matanović jako drugi, a trzecie miejsce miało po dwu porażkach Śliwy przypaść jednemu z trójki: Pfeiffer, Śliwa, Nejkirch. Kiedy w trzech ostatnich rundach Śliwa po zwycięstwach nad Barczą i Matanoviciem, mając przewagę przez całą partię, zremisował z Filipem, wygrał z Szilagyim i w ostatniej rundzie miał grać białymi z Mititelu – zdawało się, że ma on zapewnione trzecie miejsce i szanse ma drugie. Pfeiffer i Nejkirch z pół punktem mniej nie byli groźni, zwłaszcza Nejkirch, grający ostatnią partię czarnymi z Barczą. Poważne szanse i to na drugie miejsce miał Matanović, którego przeciwnikiem był Basjuni. Nadeszła ostatnia runda. Pierwszy remisuje z Fuchsem Pfeiffer i odpada. Ale teraz następują trzy kolejne sensacje. Barcza w debiucie traci trzy (!) piony i ma od razu przegraną partię, co powoduje radosny szmer życzliwej dla Nejkircha sali. Śliwa… w kompletnie wygranej pozycji podstawia jakość i jest zgubiony wydawałoby się bez ratunku, a nadzieja Jugosławii Matanović, mimo piona więcej, nie może uporać się z Basjunim, który wszystkie partie rozgrywa a tempo i od czasu ido czasu zasuwa tak zwane przez salę „egipskie posunięcia”, o których nigdy mnie wiadomo czy dadzą mu zwycięstwo czy kompletnie przegraną pozycję. Źle było już ze Śliwą! Ale Śliwie nikt nie może odmówić wielkiego talentu oraz niesłychanej ambicji i pracowitości, a to rokuje szanse nawet w najcięższych momentach. Śliwa zaczął ruch za ruchem wzmacniać nacisk na roszadę przeciwnika… i nagle bronić się musi Mititelu! Ale i on znajduje teraz jedyne posunięcia. Wreszcie Śliwa poświęca wieżę i jest remis – lecz wraz z tym niestety dzielenie już miejsc II, III i IV, choć tak blisko był ogromny sukces – samodzielne II miejsce!

Jednak i ten rezultat trzeba uznać nie tylko za bardzo dobry, ale i jeden z najlepszych jakie udało mam się osiągnąć w dobie powojennej. Śliwa jeszcze raz pokazał, iż z pośród całej naszej czołówki on niestety jeden ma tej chwili szanse mierzenia się z arcymistrzami i zdobycia samemu tego zaszczytnego tytułu. Śliwa ma już na swym koncie 17 zwycięstw nad arcymistrzami całego świata! Na turnieju sofijskim wszyscy zdawali sobie sprawę że w pojedynczych partiach nie tylko dorównuje on, ale często przewyższa wielu arcymistrzów, W partiach z Barczą i Matanoviciem, mimo że mieli oni mocne pozycje i grali doskonale, rozbił ich fantastyczną strategią.

A teraz kilka słów o grze naszego mistrza. Repertuar debiutowy ma on skromny, ale pewne debiuty – zwłaszcza białymi – zna doskonale. Znajomość ta polega nie na pamiętaniu posunięć, ale ma zrozumieniu gry i łatwości konstruowania planów. Piętą achillesową Śliwy jest natomiast przejście do końcówki. Śliwa gra śmiało, oblicza niesłychanie szybko i daleko wiele wariantów, niekiedy niezwykle pomysłowych. Ale jeśli przeciwnik gra bez planu, Śliwa przestaje zwracać uwagę na jego grę, a cały oddaje się obliczaniu swoich wariantów. W każdym ruchu obronnym Śliwy drzemie zarodek ataku, lecz nie każdy jego ruch atakujący zawiera dostateczne resursy obronne. Śliwę ponosi temperament, głęboką ocenę pozycji musi on uzupełnić jeszcze spokojem i opanowaniem.


Dogrywka turnieju strefowego
Sofia (BUL), grudzień 1957
1 2 3
1 am Aleksandar Matanović YUG ½ . 1 1
2 Oleg Nejkirch BUL ½ . 1 .
3 mm Bogdan Śliwa 0 0 0 . 0

Wybrane fragmenty relacji Władysława Litmanowicza („Szachy” 2/1958)

Kiedy zakończył się w maju 1957 r. turniej strefowy w Sofii, w którym za arcymistrzem Filipem na II-IV miejscu wraz z arcymistrzem Matanoviciem i mistrzem międzynarodowym Nejkirchem uplasował się nasz reprezentant B. Śliwa – mieliśmy niewątpliwie podstawę do dumy i radości. Czekający Śliwę trójmecz traktowaliśmy raczej jako formalność – i dlatego, że Śliwa miał najkorzystniejszy system Bergera, i dlatego, że widzieliśmy już Śliwę w turnieju międzystrefowym i dlatego, że… nie docenialiśmy siły gry Nejkircha.

Dla szachów polskich, pozbawionych od dłuższego już czasu jakiegoś poważniejszego sukcesu – ewentualne zakwalifikowanie się Śliwy po raz drugi do turnieju międzystrefowego stanowiłoby częściową ich rehabilitację na arenie międzynarodowej.

Jednakże rozegrany w grudniu 1957 roku w Sofii trójmecz przyniósł nam wszystkim bolesne rozczarowanie, a Śliwie – przykrą klęskę. Klęskę dlatego, że nie przypominam sobie, by przegrał on w poważnym turnieju 3 partie z rzędu, jak to miało miejsce w Sofii. Sytuacja przed trójmeczem, jak to wyżej nadmieniłem, układała się dla Śliwy wyjątkowo dobrze, albowiem zgodnie z regulaminem, w razie dzielenia miejsc w trójmeczu decydować miał system Bergera turnieju strefowego, który najkorzystniej kształtował się dla Śliwy, najmniej zaś korzystnie dla Matanovicia. Tak więc np. Śliwę i Nejkircha „urządzało” pokojowe zakończenie trójmeczu, podczas gdy Matanović musiał zdobyć co najmniej 2½ punkta z 4 partii.

Niewątpliwie Śliwę spotkał przykry „pech” przy losowaniu. Musiał on bowiem pierwszą partię rozegrać właśnie z arcymistrzem Matanoviciem, a więc tym z trzech, który zmuszony był grać za wszelką cenę na wygraną – i to w dodatku partię tę wypadło mu grać czarnymi. Niestety – Śliwa partię tę po trudnej i zażartej walce przegrał, ale trzeba obiektywnie przyznać, iż Matanović rozegrał ją iście po arcymistrzowsku. Przegrana Śliwy w pierwszej rundzie z Matanoviciem zmieniła od razu sytuację w trójmeczu. Mianowicie Śliwa po prostu zamienił się miejscem z Matanoviciem w tym sensie, że teraz Śliwa musiał grać każdą partię na wygraną, podczas gdy Mątanović i Nejkirch mogli sobie pozwolić na grę spokojną, na remis. Nie będziemy się więc dziwić faktowi, że w drugiej rundzie Nejkirch z Matanoviciem po rozegraniu 10 teoretycznych posunięć w obronie królewsko-indyjskiej i powtórzeniu dwukrotnie ostatnich ruchów zgodzili się na remis.

Teraz Śliwę czekała najważniejsza partia  z Nejkirchem. Śliwa grał tę partię białymi, nic tedy dziwnego, że w niej właśnie widział swą główną szansę. Niestety – Śliwa nie wytrzymał napięcia walki, jaka w tej partii rozgorzała. Śliwa w debiucie nie osiągnął przewagi, w grze środkowej Nejkirch uzyskał groźną inicjatywę na skrzydle królewskim, ale Śliwa z olimpijskim spokojem odbijał ciosy przeciwnika, sam następnie przeszedł do kontruderzenia na skrzydle hetmańskim, ale w chwili, gdy już wszystko zapowiadało się dobrze – podstawił figurę!

Tak więc pierwsze koło przyniosło rezultat następujący: Matanović i Nejkirch po 1½ pkt, Śliwa 0. Teoretycznie Śliwa mógłby jeszcze zakwalifikować się do turnieju międzystrefowego jedynie w przypadku wygrania obu partii w drugim kole. Jednakże już następna partia z Matanoviciem rozwiała wszystkie jego nadzieje. Śliwa rozegrał ten sam wariant co z Nejkirchem. Również i tym razem nie osiągnął on żadnej przewagi z debiutu, w 15 pos. popełnił błąd, który kosztował go piona, a wkrótce potem drugiego. Pozostała część partii – to już formalność.

Wynik trójmeczu został przesądzony, w związku z czym – za telefoniczną zgodą Prezydenta FIDE Folke Rogarda – ostatnich dwóch partii, nie mających praktycznie żadnego znaczenia – już nie rozegrano. Sekundantem Śliwy w Sofii był kapitan związkowy, mistrz Czesław Błaszczak.


Partie